wywiad Agelika Pissulla
Od profilu biologiczno-chemicznego i marzeń o farmacji do przedszkola – z Angeliką Pissullą, nauczycielką wychowania przedszkolnego rozmawia Joanna Bunda
1 . Kiedy wraca Pani wspomnieniami do swojego dzieciństwa, jakie wydarzenia lub osoby najbardziej wpłynęły na to, jaką osobą stała się Pani w dorosłym życiu?
Przede wszystkim myślę o mojej rodzinie. To właśnie w domu nauczyłam się takich wartości jak szacunek do drugiego człowieka, cierpliwość, pomaganie innym i wrażliwość na potrzeby drugiej osoby. Pamiętam też swoich nauczycieli i wychowawców. Były osoby, które potrafiły stworzyć taką atmosferę, że człowiek czuł się ważny, zauważony i po prostu dobrze się czuł. Z perspektywy czasu myślę, że właśnie takie doświadczenia miały na mnie duży wpływ i pokazały mi, jak ważną rolę może mieć nauczyciel w życiu dziecka. Myślę, że również moje dziecięce zabawy, zabawy w nauczycielkę czy opiekowanie się młodszymi dziećmi miały tutaj swoje znaczenie. Dzisiaj, kiedy sama pracuję w przedszkolu, widzę, że wiele z tych dziecięcych doświadczeń gdzieś we mnie zostało. Chyba zawsze lubiłam być blisko dzieci, obserwować je, pomagać im i cieszyć się razem z nimi z tych małych rzeczy. I chyba właśnie dlatego ostatecznie wybrałam ten zawód.
2.Czy już jako dziecko lubiła Pani opiekować się młodszymi dziećmi albo bawić się w nauczycielkę, i czy można powiedzieć, że właśnie wtedy pojawiły się pierwsze oznaki przyszłego zawodu?
Tak, myślę, że można powiedzieć, że pierwsze takie oznaki pojawiły się już w dzieciństwie. Zawsze lubiłam bawić się w nauczycielkę, organizować różne zabawy i tłumaczyć innym, jak coś zrobić. Pamiętam, że lubiłam też opiekować się młodszymi dziećmi i miałam dużo cierpliwości do takich zabaw. Oczywiście wtedy zupełnie nie myślałam o tym, że w przyszłości zostanę nauczycielką. Była to po prostu zabawa, ale z perspektywy czasu widzę, że rzeczywiście coś w tym było. Dzisiaj, kiedy pracuję jako nauczycielka wychowania przedszkolnego, czasami uśmiecham się na myśl o tym, że te moje dziecięce zabawy w nauczycielkę nie były chyba takie przypadkowe.
3.Jakie wspomnienia z czasów przedszkola i szkoły zachowała Pani do dziś, szczególnie te związane z nauczycielami, którzy w jakiś sposób Panią zainspirowali?
Oj, wspomnień z przedszkola i szkoły mam naprawdę sporo i niektóre z nich pamiętam do dziś. Szczególnie zapadli mi w pamięć nauczyciele, którzy mieli do nas dużo cierpliwości i potrafili prowadzić lekcje w taki sposób, że nawet trudniejsze rzeczy wydawały się ciekawe. Myślę, że wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jak dużo zależy od podejścia nauczyciela. Pamiętam też nauczycieli, którzy potrafili żartować razem z nami i stworzyć taką atmosferę, że chciało się przychodzić do szkoły. Najbardziej inspirujące były dla mnie jednak te osoby, które potrafiły zauważyć dziecko, a nie tylko ucznia. Pamiętam, że dawały mi poczucie, że moje zdanie jest ważne i że mogę próbować, nawet jeśli nie wszystko od razu wychodziło.
4.Czy wybierając szkołę średnią i później kierunek studiów, od początku wiedziała Pani, że chce pracować z dziećmi, czy była to raczej decyzja, do której dochodziła Pani stopniowo?
Nie od początku wiedziałam, że zostanę nauczycielką. Właściwie przy wyborze szkoły średniej poszłam na profil biologiczno-chemiczny i wtedy przez chwilę myślałam nawet, że zostanę farmaceutką. Jak widać, życie miało na mnie trochę inny plan. Z czasem jednak coraz bardziej zaczęłam myśleć o pracy z dziećmi. Zawsze dobrze się z nimi czułam, lubiłam z nimi rozmawiać, bawić się i coś im tłumaczyć. Chyba miałam do tego naturalną cierpliwość, chociaż dzisiaj, po latach pracy w przedszkolu, czasami sama się zastanawiam, skąd jej tyle biorę. Wybór studiów był już bardziej świadomą decyzją. Wiedziałam, że chcę pracować z dziećmi i że właśnie w tym kierunku chcę się rozwijać. Dzisiaj, patrząc na tę drogę od profilu biologiczno-chemicznego i marzeń o farmacji do przedszkola, mogę tylko powiedzieć, że życie potrafi pisać całkiem ciekawe scenariusze. (śmiech)
6.Jak wyglądały Pani początki pracy w przedszkolu i jakie były pierwsze doświadczenia, które pokazały Pani, że praca z małymi dziećmi wymaga nie tylko wiedzy, ale również ogromnej cierpliwości i empatii?
Początki pracy w przedszkolu wspominam bardzo dobrze, chociaż oczywiście nie zawsze było łatwo. (śmiech) Na początku wydawało mi się, że najważniejsze będzie to, żeby dobrze przygotować zajęcia, mieć pomysły na zabawy i wiedzieć, jak przekazać dzieciom różne rzeczy. Bardzo szybko jednak przekonałam się, że nawet najlepiej przygotowany plan może w ciągu pięciu minut zupełnie się zmienić. (śmiech) Każde dziecko jest inne – jedno od razu wchodzi do sali i zaczyna się bawić, inne potrzebuje czasu, żeby się otworzyć, a jeszcze inne akurat tego dnia bardzo tęskni za mamą. Trzeba umieć to zauważyć i odpowiednio zareagować. I wtedy człowiek naprawdę rozumie, jak ważna jest cierpliwość i empatia. To, co działa na jedno dziecko, niekoniecznie zadziała na drugie. Z czasem zrozumiałam, że w pracy z małymi dziećmi wiedza jest bardzo ważna, ale równie ważne są spokój, uważność i serce. Dzieci bardzo szybko wyczuwają, czy naprawdę jesteśmy nimi zainteresowani. I chyba właśnie tego nauczyły mnie moje pierwsze lata pracy – że zanim czegoś dziecko nauczymy, najpierw musimy je dobrze poznać i zbudować z nim relację.
7.Czy pamięta Pani swoją pierwszą grupę przedszkolną i jakie emocje towarzyszyły Pani podczas pierwszego dnia, kiedy musiała Pani samodzielnie zająć się grupą dzieci?
Oj, moją pierwszą grupę przedszkolną pamiętam do dziś i chyba już zawsze będę ją pamiętać. To była wyjątkowa grupa, tym bardziej że była to pierwsza grupa, którą prowadziłam od samego początku do końca. Kiedy zaczynałam pracę jako nauczycielka, moje grupy zmieniały się co roku, więc ta pierwsza, którą mogłam prowadzić od początku, była dla mnie naprawdę szczególna.
Pamiętam też emocje z pierwszego dnia – był stres, oczywiście, ale przede wszystkim ogromna ciekawość i podekscytowanie. Nagle człowiek zostaje sam z całą grupą małych ludzi i myśli sobie: „Dobrze… to teraz już naprawdę jestem nauczycielką”. (śmiech) Człowiek chce wszystko zrobić idealnie, a dzieci oczywiście bardzo szybko pokazują, że w przedszkolu nie wszystko da się zaplanować. I właśnie tego pierwszego dnia chyba najbardziej nauczyłam się, że trzeba być przygotowanym na wszystko… albo przynajmniej udawać, że jest się przygotowanym. (śmiech)
Ta grupa została jednak w moim sercu na długo. Co ciekawe, mam wrażenie, że oni też o mnie nie zapomnieli. Do dziś zdarzają się sytuacje, że spotykam swoich byłych wychowanków na ulicy i na mój widok od razu do mnie biegną, żeby się przywitać i oczywiście żebym ich mocno uściskała. I powiem szczerze – bardzo mnie to wzrusza, bo przecież to są już takie moje „duże przedszkolaki”. (śmiech) Nawet w te wakacje miałam zabawną sytuację. Spotkałam moich byłych wychowanków i żartobliwie zapytałam: „No dobrze, powiedzcie mi, tęsknicie jeszcze za panią Angeliką? Jak tam jest w szkole?”. A oni na to: „Tęsknimy, ale my wiemy, gdzie pani mieszka, więc przyjdziemy do pani na kawę!”. (śmiech) No i przyznam, że zrobiło mi się naprawdę miło.
8.Co przez lata pracy z dziećmi najbardziej zmieniło się w Pani podejściu do wychowania i edukacji przedszkolnej, a czego nauczyły Panią same dzieci?
Myślę, że przez lata pracy najbardziej zmieniło się moje podejście do tego, czym tak naprawdę jest edukacja przedszkolna. Na początku bardzo zależało mi na tym, żeby wszystko było dobrze przygotowane, żeby dzieci wykonały zadanie, nauczyły się tego, co zaplanowałam i żeby dzień przebiegł zgodnie z planem. Dzisiaj wiem, że nie zawsze najważniejsze jest to, czy zrobimy wszystko dokładnie tak, jak sobie zaplanowałam. Czasami najważniejsza jest po prostu chwila, rozmowa, obserwowanie dziecka albo podążanie za jego ciekawością. Dzieci nauczyły mnie przede wszystkim cierpliwości i tego, żeby nie oceniać ich zbyt szybko. Każde dziecko ma swoje tempo, swoje emocje i swój sposób patrzenia na świat. Nauczyły mnie też, że czasami warto zatrzymać się nad czymś, co dla dorosłego wydaje się zupełnie błahe, bo dla dziecka może być akurat najważniejszą rzeczą na świecie.
Myślę, że dzieci nauczyły mnie również cieszyć się z małych rzeczy. Dla nich kałuża może być największą atrakcją, znaleziony kamyk – prawdziwym skarbem, a zwykły spacer może zamienić się w wielką wyprawę. Dzięki nim sama zaczęłam bardziej zauważać takie drobiazgi. Dzisiaj zdecydowanie bardziej stawiam na relację, poczucie bezpieczeństwa i to, żeby dziecko czuło, że jest ważne i akceptowane. Bo zanim dziecko zacznie się naprawdę uczyć, musi czuć się dobrze i bezpiecznie.
9. Które momenty w pracy nauczyciela wychowania przedszkolnego dają Pani najwięcej satysfakcji i sprawiają, że mimo trudniejszych dni czuje Pani, że wybrała właściwy zawód?
Najwięcej satysfakcji dają mi zdecydowanie te momenty, kiedy widzę, że moje dzieci robią postępy i że coś, czego razem się uczyliśmy, zaczyna im wychodzić. Czasami jest to naprawdę drobiazg – dziecko, które wcześniej nie chciało się odezwać, nagle zgłasza się do odpowiedzi, ktoś samodzielnie wykona zadanie albo pokona swój lęk. Wtedy człowiek naprawdę czuje, że jego praca ma sens. Bardzo ważne są dla mnie też relacje z dziećmi. Kiedy rano wchodzę do sali i słyszę: „Pani Angelikaaaa!”, a dzieci od razu biegną się przytulić, to jest chyba najlepsze powitanie, jakie można sobie wyobrazić. (I nawet jeśli chwilę wcześniej miałam gorszy dzień, to taki uścisk potrafi wszystko zmienić.
Szczególnie wzruszające są dla mnie spotkania z byłymi wychowankami. Kiedy spotykam ich już jako duże dzieci, czasami prawie ich nie poznaję, a oni mnie pamiętają i się witają. Wtedy naprawdę robi mi się ciepło na sercu. Myślę sobie, że skoro po tylu latach nadal chcą podejść, porozmawiać i przytulić swoją byłą panią, to znaczy, że ta relacja była dla nich ważna. Oczywiście praca w przedszkolu ma też trudniejsze dni. Czasami po całym dniu człowiek marzy tylko o ciszy i filiżance kawy wypitej bez słowa „proszę pani!”( śmiech).Ale właśnie wtedy przypominam sobie, po co to wszystko robię. Najbardziej utwierdza mnie w wyborze tego zawodu świadomość, że mogę mieć wpływ na te pierwsze lata życia dziecka – pomóc mu uwierzyć w siebie, nauczyć je samodzielności, pokazać, że może próbować i że nie musi być idealne.
10.Czy zdarzyła się Pani sytuacja, w której zachowanie lub słowa dziecka szczególnie Panią zaskoczyły i pozostały w pamięci na wiele lat?
Oj, takich sytuacji było naprawdę bardzo dużo i myślę, że właśnie te dziecięce komentarze pamiętam najlepiej. (śmiech) Dzieci są niesamowicie szczere – powiedzą wszystko, co zauważą, i absolutnie nie zastanawiają się, czy wypada to powiedzieć. Pamiętam szczególnie sytuacje, kiedy chłopcy zauważali, że mam nową fryzurę. Potrafili podejść, popatrzeć bardzo poważnie i powiedzieć: „Ale ma pani ładne włosy!”. I już samo to było bardzo miłe. Ale zdarzyło się też: „Ale ma pani piękne usta!”. (śmiech) I co ja miałam odpowiedzieć? Pozostało mi tylko podziękować i oczywiście bardzo się uśmiechnąć. Takich komplementów od przedszkolaków chyba nie da się zapomnieć!
Bardzo wzruszające były też laurki, które dostawałam od dzieci. Czasami były tam naprawdę piękne wyznania – oczywiście napisane dziecięcą ręką, z mnóstwem kolorów, serduszek i czasami z pisownią, która była dodatkową atrakcją. (śmiech) Mam część tych laurek do dziś i naprawdę nie potrafię ich wyrzucić. Są dla mnie takimi małymi pamiątkami po dzieciach i po tych wspólnie spędzonych latach. Pamiętam, że czasami dzieci potrafiły przyjść z laurką i powiedzieć coś w stylu: „To dla pani, bo pani jest najlepsza”. I człowiek niby wie, że to dziecko, że za chwilę pobiegnie się bawić i zapomni, co powiedziało, ale dla nauczyciela takie słowa naprawdę dużo znaczą.
11.Jak radzi sobie Pani z sytuacjami, kiedy dziecko przeżywa trudne emocje, nie chce rozstać się z rodzicami albo ma problem z odnalezieniem się w grupie rówieśniczej?
Myślę, że w takich sytuacjach najważniejsze jest przede wszystkim zachowanie spokoju i danie dziecku poczucia bezpieczeństwa. Jeśli dziecko ma trudność z rozstaniem z rodzicami, staram się dać mu czas. Nie każde dziecko od razu z uśmiechem wchodzi do sali i mówi: „Do widzenia, mamo, baw się dobrze!”. (śmiech) Dla niektórych pierwsze dni czy tygodnie są naprawdę trudne. Ważne jest wtedy, żeby dziecko wiedziało, że może mi zaufać i że rodzic po nie wróci. Dużo daje też włączanie dziecka w życie grupy. Czasami proponuję mu jakieś małe zadanie – żeby pomogło mi coś przygotować, rozdało kredki albo wybrało piosenkę. Dzięki temu dziecko zaczyna czuć, że jest potrzebne i że ma swoje miejsce w grupie. A kiedy już znajdzie sobie kolegę czy koleżankę i zaczyna się wspólnie bawić, to często widzę, jak nagle zmienia się jego nastawienie. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby dziecko czuło, że jego emocje są ważne i że może je przeżywać. Nie oczekuję, że przedszkolak zawsze będzie wesoły i grzecznie powie: „Pani, mam dzisiaj trudny dzień”. (śmiech) Ono dopiero uczy się rozpoznawać i nazywać swoje emocje. My, jako nauczyciele, jesteśmy po to, żeby mu w tym pomóc. I chyba największą satysfakcję daje mi moment, kiedy po jakimś czasie widzę, że dziecko, które wcześniej płakało przy rozstaniu albo stało z boku, zaczyna samo wchodzić do sali, macha rodzicom na pożegnanie i biegnie do kolegów. Wtedy wiem, że zrobiliśmy razem naprawdę duży krok.
12. Jak ważna w codziennej pracy nauczycielki wychowania przedszkolnego jest współpraca z rodzicami i jakie cechy powinny, Pani zdaniem, mieć relacje między nauczycielem a rodzicem, aby jak najlepiej wspierać dziecko?
Współpraca z rodzicami jest moim zdaniem bardzo ważną częścią pracy nauczyciela przedszkola. Dla mnie najważniejsze w relacji z rodzicem są przede wszystkim wzajemny szacunek, szczerość i zaufanie. Ważna jest też otwarta komunikacja. Jeśli coś mnie niepokoi, staram się o tym powiedzieć spokojnie i rzeczowo, a nie od razu robić z tego wielki problem. (śmiech) Rodzic również powinien czuć, że może przyjść, zapytać czy powiedzieć o czymś, co zauważył w domu. Oczywiście czasami zdarzają się różne zdania czy trudniejsze rozmowy – i to jest normalne. W końcu jesteśmy tylko ludźmi. (śmiech) Najważniejsze jest jednak, żeby nawet w takich sytuacjach pamiętać, że nie stoimy po dwóch różnych stronach. Nie ma „rodzic kontra nauczyciel”. Jest dziecko i jego potrzeby, i to właśnie na nich powinniśmy się skupiać. Bardzo cenię sobie rodziców, którzy ufają nauczycielowi, ale jednocześnie są zainteresowani tym, co dzieje się z ich dzieckiem. Sama również staram się budować taką relację, w której rodzic wie, że może ze mną porozmawiać i że zależy mi na jego dziecku.
13. Czy uważa Pani, że współczesne dzieci różnią się od tych, z którymi pracowała Pani na początku swojej kariery, a jeśli tak, to na czym najbardziej widoczne są te zmiany?
Tak, zdecydowanie widzę różnicę, chociaż myślę, że dzieci w gruncie rzeczy zawsze pozostają dziećmi – chcą się bawić, być zauważone, kochane i potrzebne. Zmieniły się jednak trochę ich doświadczenia i świat, w którym dorastają. Kiedy zaczynałam pracę, dzieci zdecydowanie częściej potrafiły same zorganizować sobie zabawę. Wystarczyło kilka klocków, kartka, kredki i już powstawała cała historia. Dzisiaj zdecydowanie częściej obserwuję zainteresowanie telefonami, tabletami czy bajkami i czasami mam wrażenie, że dzieci znają obsługę sprzętu lepiej niż niejedna dorosła osoba. (śmiech) Widzę też, że niektóre dzieci mają większą potrzebę uwagi i szybkiej reakcji. Są przyzwyczajone do tego, że dużo rzeczy dzieje się szybko, a więc czasami trudniej jest im spokojnie poczekać, skupić się na jednej czynności czy poradzić sobie z nudą. Dlatego w przedszkolu staram się dawać im dużo okazji do zabawy, rozmowy, ruchu i wspólnego działania. Z drugiej strony współczesne dzieci są również bardzo ciekawe świata, odważne w zadawaniu pytań i mają ogromną łatwość w zdobywaniu informacji. Potrafią zaskoczyć wiedzą, której zupełnie się po nich nie spodziewamy. (śmiech) Czasami człowiek zaczyna zajęcia z przekonaniem, że to on będzie dzisiaj nauczycielem, a po kilku minutach okazuje się, że sam dowiedział się czegoś nowego. Myślę więc, że dzieci nie tyle się zmieniły, co zmieniły się czasy, w których dorastają. My jako nauczyciele również musimy się do tego dostosowywać.
14. Jakie znaczenie mają dziś nowe technologie, telefony i bajki dostępne w internecie w życiu małych dzieci i czy zauważa Pani ich wpływ na zachowanie lub rozwój przedszkolaków?
Nowe technologie są dzisiaj obecne w życiu dzieci praktycznie od najmłodszych lat i oczywiście w przedszkolu też to zauważamy. Dzieci często bardzo dobrze wiedzą, co to jest telefon, tablet czy YouTube. Myślę, że sama technologia nie jest czymś złym. Może być ciekawym narzędziem do nauki, rozwijania zainteresowań czy poznawania świata. Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczyna zastępować dziecku zabawę, ruch, rozmowę czy kontakt z drugim człowiekiem. A tego w wieku przedszkolnym zdecydowanie potrzebuje najbardziej. W codziennej pracy zauważam, że dzieci, które mają bardzo dużo kontaktu z szybkimi, kolorowymi bajkami czy filmikami, czasami mają większą trudność ze skupieniem uwagi na spokojnej aktywności. Niektóre potrzebują też więcej czasu, żeby zainteresować się zwykłą zabawą, która nie dostarcza tylu bodźców. Zdarza się również, że dzieci przenoszą do przedszkola zachowania czy słowa zasłyszane w bajkach i internecie. Ale jednocześnie nie chciałabym demonizować technologii. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba zachować rozsądek. (śmiech) Sama uważam, że nic nie zastąpi dziecku wspólnej zabawy, rozmowy z rodzicem, czytania książki, lepienia z plasteliny albo zwykłego wyjścia na plac zabaw.
15. Czy ma Pani jakieś szczególne wspomnienie związane z dzieckiem lub całą grupą, do którego często Pani wraca, ponieważ pokazuje ono, dlaczego warto wykonywać tę pracę?
Tak, jest jedno wspomnienie, do którego bardzo często wracam. Miałam w swojej grupie chłopca, który na początku był bardzo wycofany. Trudno było mu odnaleźć się w przedszkolu, nie chciał za bardzo uczestniczyć w zajęciach ani zabawach, raczej trzymał się z boku. Jego rodzice bardzo się tym martwili i w pewnym momencie zaczęli nawet myśleć o tym, żeby wypisać go z przedszkola.
Pamiętam naszą rozmowę i wtedy powiedziałam rodzicom, żeby jeszcze się nie poddawali. Powiedziałam: „Dajcie mi szansę, spróbujemy razem. Ja mu pomogę i zobaczymy, jak będzie”. Bardzo chciałam, żeby poczuł się w grupie bezpiecznie i żeby uwierzył, że sobie poradzi. Zaczęliśmy więc małymi krokami. Starałam się go angażować w różne rzeczy, dawać mu małe zadania, rozmawiać z nim i przede wszystkim pokazać mu, że może mi zaufać. I rzeczywiście, z czasem zaczął się otwierać. Pojawiły się pierwsze zabawy z dziećmi, potem większa aktywność na zajęciach i coraz więcej uśmiechu. W pewnym momencie sama zobaczyłam, że to już zupełnie inne dziecko. I udało się – skończył przedszkole pozytywnie. To było dla mnie naprawdę ogromne przeżycie i duża satysfakcja, bo pamiętałam, od czego zaczynaliśmy. Ta historia właściwie nadal trwa. Do dziś dostaję od niego SMS-y z życzeniami urodzinowymi. (śmiech) Kiedy spotkamy się gdzieś przypadkiem, zawsze chwilę porozmawiamy, zapyta, co u mnie, a ja oczywiście pytam, co u niego. Z jego rodzicami również mam do dzisiaj bardzo dobry i życzliwy kontakt. My, nauczyciele, nie zawsze od razu widzimy efekty swojej pracy. Czasami dopiero po latach dostajemy taki mały znak, że to, co robiliśmy, naprawdę miało sens. A kiedy ten mały, wycofany chłopiec, któremu kiedyś trzeba było pomagać wejść do grupy, po latach pamięta o swojej pani i wysyła jej życzenia urodzinowe, to naprawdę robi się człowiekowi ciepło na sercu. I wtedy nawet te wszystkie trudniejsze dni w przedszkolu schodzą na dalszy plan. (śmiech)
16. Gdyby mogła Pani przekazać jedną najważniejszą radę osobie, która dopiero rozpoczyna pracę jako nauczycielka wychowania przedszkolnego, czego przede wszystkim chciałaby ją Pani nauczyć?
Chyba przede wszystkim powiedziałabym jej, żeby nie próbowała od razu być idealną nauczycielką, bo taka chyba nie istnieje. (śmiech) Na początku każdy chce mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, idealnie przygotowane zajęcia, piękne prace dzieci i plan dnia, który działa co do minuty. (śmiech) Powiedziałabym też, żeby przede wszystkim poznawała dzieci i budowała z nimi relację. Każde dziecko jest inne i potrzebuje czegoś innego. Jedno od razu się otworzy, inne będzie potrzebowało więcej czasu, a jeszcze inne będzie wymagało od nas naprawdę dużo cierpliwości.
I chyba najważniejsze – żeby nie bała się popełniać błędów. Sama przez lata nauczyłam się bardzo dużo właśnie dzięki codziennym sytuacjom. Czasami coś nie wychodzi tak, jak sobie zaplanowałam, czasami trzeba zmienić cały pomysł w ciągu pięciu minut i wymyślić coś zupełnie innego. I to też jest część tej pracy. (śmiech) A przede wszystkim powiedziałabym: kochaj to, co robisz i pamiętaj, że dla dziecka możesz być kimś naprawdę ważnym. Nie zawsze zobaczysz efekt swojej pracy od razu. Czasami dopiero po kilku latach przekonasz się, że coś, co powiedziałaś albo zrobiłaś, zostało w pamięci dziecka.
17. Patrząc na swoją dotychczasową drogę od dzieciństwa aż do obecnej pracy w przedszkolu, czy wybrałaby Pani ponownie ten sam zawód i co chciałaby Pani, aby zapamiętały o Pani dzieci, z którymi miała Pani okazję pracować?
Tak, zdecydowanie wybrałabym ten zawód jeszcze raz. Chociaż oczywiście, gdybym miała możliwość cofnąć czas, pewnie czasami przypomniałabym sobie o tej farmacji, o której myślałam w szkole średniej. (śmiech) Ale myślę, że ostatecznie i tak trafiłabym do przedszkola. Patrząc na całą swoją drogę, widzę, że ta decyzja dojrzewała we mnie stopniowo. Dzisiaj wiem, że praca z dziećmi daje mi coś, czego chyba nie znalazłabym w żadnym innym zawodzie. A jeśli chodzi o to, co chciałabym, żeby dzieci zapamiętały o mnie, to przede wszystkim chciałabym, żeby pamiętały mnie jako panią, przy której czuły się bezpiecznie, ważne i akceptowane. Nie zależy mi na tym, żeby pamiętały wszystkie zajęcia, piosenki czy rzeczy, których je nauczyłam. Bardziej chciałabym, żeby kiedyś, już jako starsze osoby, pomyślały: „To była taka pani, która naprawdę nas lubiła i zawsze miała dla nas czas”. Mam nadzieję, że zostawiłam w ich pamięci nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim dobre wspomnienia. A jeśli po latach spotkam któregoś z moich wychowanków i usłyszę: „Dzień dobry, pani Angeliko! Pamiętam panią!”, to będzie dla mnie największy dowód na to, że warto było wybrać właśnie tę drogę. I chyba mogę powiedzieć, że gdybym jeszcze raz stała przed wyborem zawodu, wybrałabym tak samo. Może tylko wcześniej zaopatrzyłabym się w większy zapas kawy. (śmiech)
Podziękowania:
Bardzo dziękuję za tę rozmowę i za możliwość podzielenia się swoimi wspomnieniami oraz doświadczeniami z pracy w przedszkolu. Przyznam, że był to dla mnie nie tylko bardzo miły, ale również wzruszający powrót do różnych momentów z mojego życia – od dzieciństwa, przez początki pracy, aż po wspomnienia o moich wychowankach. Niektóre pytania wywołały uśmiech, inne wzruszenie, a przy jeszcze innych sama zaczęłam się zastanawiać, kiedy właściwie minęło tyle lat. (śmiech) Chyba właśnie takie rozmowy uświadamiają człowiekowi, ile pięknych historii nazbierało się po drodze. Dziękuję za możliwość powspominania dzieci, które były i nadal są dla mnie bardzo ważną częścią mojego życia. Miło jest przypomnieć sobie ich zabawne powiedzonka, laurki, uściski i wszystkie te małe momenty, które z czasem stają się wielkimi wspomnieniami. Dziękuję również za miłą atmosferę i pytania, dzięki którym mogłam na chwilę zatrzymać się i spojrzeć na swoją pracę z trochę innej perspektywy. Było wzruszająco, było zabawnie, a momentami nawet sama się uśmiechałam do swoich wspomnień. 😊
Angelika Pissulla
| Odpowiedzialny za treść: | Joanna Bunda |
|---|---|
| Wytworzył: | burmistrz Toszka |
| Data wytworzenia: | 05.10.2026 |
| Opublikował w BIP: | Joanna Bunda |
| Data opublikowania: | 05.10.2026 10:28 |
| Ostatnio zaktualizował: | Joanna Bunda |
| Data ostatniej aktualizacji: | 05.10.2026 10:40 |
| Liczba wyświetleń: | 68 |